Katolicyzm jest osadzony w Piśmie Świętym

Katolicyzm jest osadzony w Piśmie Świętym
zdjęcie własne

Tak uważam. Ale długo się zastanawiałem, czy powinienem o tym napisać. Sprawa jest dla mnie bardzo ważna, ale jednocześnie bardzo osobista.

Od kilku dobrych lat ma dla mnie duże znaczenie, abym wierzył zgodnie z prawdą. Dlatego pytanie o to, która nauka – katolicka czy protestancka – jest bliższa prawdy o Bogu jest dla mnie ważne. Argumenty protestantów (ale też Świadków Jehowy) na rzeczy tezy, że katolicyzm nie jest zgodny z Pismem Świętym wywoływały we mnie silne emocje, a  jednocześnie traktowałem je poważnie. Bo przecież: kto wie, może to oni mają rację?

Szukałem tych informacji, ponieważ chciałem, aby moja wiara była zgodna z prawdą. Nie jestem żadnym znawcą teologii ani biblistą, ale mimo tego musiałem przynajmniej spróbować podjąć się próby zbadania tematu. To zmusiło mnie do sięgania po Pismo Święte.

Podam tylko dwa zagadnienia, choć jest ich zdecydowanie więcej. Pierwsze z brzegu: kwestia czyśćca. Dla niektórych chrześcijan to niezgodny z Biblią średniowieczny wymysł księży. I na pierwszy rzut oka wydaje się, że to rzeczywiście tylko wymysł. Do momentu kiedy spojrzy się na fragmenty Pisma Świętego, na przykład te dotyczące odpuszczania grzechów.

Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym (Mt 12, 32). W tym fragmencie Ewangelii Jezus mówi o tym, że pewne grzechy są tak straszne, że nie zostaną odpuszczone w przyszłym wieku (czasie, życiu – jak podają inne tłumaczenia). Skoro wyróżnione są grzechy, które nie będą odpuszczone w przyszłości, to oznacza, że pozostałe mogą być w przyszłości odpuszczone. Jeśli nie teraz, to po śmierci. A przecież wiara w to, że Bóg może odpuścić grzechy także po śmierci to właśnie wiara w czyściec.

Inne wypowiedzi Jezusa również (moim zdaniem nawet wyraźniej niż ten powyższy) ukazują, że wiara w czyściec nie jest wcale taka nieuzasadniona, tak jak przekonują teolodzy protestantyzmu. Chrystus naucza: Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz (Mt 5,25-26). Metafory są czytelne: dopóki jesteś w drodze, czyli dopóki jeszcze żyjesz; zanim spotkasz się z sędzią, czyli zanim się życie zakończy. Dług jako symbol grzechu też jest zrozumiały. Czego symbolem jest w tej przypowieści więzienie, z którego ostatecznie wyjdzie się, po oddaniu całego długu (grzechu)? Czy gdyby czyścica nie było, to czy ostatnie zdanie brzmiałoby: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz?

Ciekawe, że Jezus o tym, że grzechy mogą zostać odpuszczone po śmierci wspomina jakby „mimochodem”. Trochę tak, jakby było to dla Niego na tyle oczywiste, że nie trzeba tego osobno tłumaczyć. I coś w tym może być, bo wiara w to, że Bóg może odpuścić człowiekowi grzech po jego śmierci istniała przed narodzinami Jezusa. Wskazuje na to II Księga Machabejska opisująca zdarzenia na długo przed Chrystusem.

Pod chitonem jednak u każdego ze zmarłych znaleźli przedmioty poświęcone bóstwom, zabrane z Jamnii, chociaż Prawo tego Żydom zakazuje. Dla wszystkich więc stało się jasne, że to oni i z tej właśnie przyczyny zginęli. Wszyscy zaś wychwalali Pana, sprawiedliwego Sędziego, który rzeczy ukryte czyni jawnymi, a potem oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany (2 Mch 12, 40-42). Gdyby modlitwa za zmarłych była zła, bo przecież Natchniony Autor potępiłby ją jakoś, prawda? A nie tylko, że nie potępił, to jeszcze stwierdza, że ten, który się tak modlił Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił (2 Mch 12, 43).

Kolejna rzecz to pojawiające się, często wprost w formie oskarżenia, zarzuty o bałwochwalstwo. Dotyczą one umieszczania w kościołach obrazów i figur oraz używania relikwii. Nazywane jest to zbiorczo oddawaniem kultu przedmiotom. Przyznam, że przez pewien czas sam przyznawałem tu rację protestantom.

Można oczywiście przyjąć, że przykazanie Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył (Wj 20, 4-5) należy rozumieć tak, jak rozumieją je muzułmanie i rzeczywiście przestać robić jakiekolwiek podobizny czegokolwiek. Pojawiają się tu jednak pewne problemy.

Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: "Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu". Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu (Lb 21, 8-9).

Oprócz tego węża Izraelici na polecenie boże zrobili też wizerunki cherubów-aniołów (1 Krl 6, 23-28). Powiedzmy wprost: Pan Bóg nakazał sporządzić wizerunki!

Są dwa wyjścia z tej sytuacji. Albo trzeba uznać, że protestanci mają rację i sporządzenie obrazu czy figury jest grzechem, ale wtedy trzeba powiedzieć, że Pan Bóg kazał Izraelitom grzeszyć. Można też przyjąć katolicki punkt widzenia i za grzech uznać nie samo zrobienie podobizny, tylko oddawanie czci przedmiotom. A tego Kościół Katolicki przecież zakazuje.

Podobnie rzecz ma się z relikwiami. Nawoływania, aby biblijnie wierzący chrześcijanin je odrzucił, bo są bałwochwalstwem nie mają uzasadnienia. Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy (Dz 19, 11-12). Zdarzało się, że gdy Jezus przechodził prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni (Mt 14, 36). Co więcej, nie tylko ubrań, ale nawet szczątek używał Bóg do wskrzeszania: Wrzucili więc tego człowieka do grobu Elizeusza i oddalili się. Człowiek ten dotknął kości Elizeusza, ożył i stanął na nogi (2 Krl 13, 21).

W żadnym wypadku nie krytykuję szczerej gorliwości protestanta, który naprawdę chce, aby oddawano cześć tylko Bogu. To co krytykuję, to nazywanie bałwochwalstwem tych katolickich praktyk religijnych, które bałwochwalstwem nie są. Aby lepiej wyjaśnić, dlaczego uważam katolicką naukę w tej sprawie za prawdziwą podam fragment Pisma Świętego, który wyjaśnia sprawę wspomnianego już miedzianego węża:  A kto się zwrócił do niego, ocalenie znajdował nie w tym, na co patrzył, ale w Tobie, Zbawicielu wszystkich (Mdr 16, 7). Chrześcijanin patrzący na obrazy Boga znajduje Zbawienie w Bogu, a nie w płótnie. Nie jest zatem bałwochwalcą.

A jeśli okazało by się, że katolicka nauka rzeczywiście w jakimś fragmencie byłaby niezgodna z Pismem Świętym, i że to protestanci mieliby w jakiejś sprawie rację? Uważam, że słuszna byłaby zmiana nauki tak, aby jak największą zgodność z Pismem Świętym uzyskać. Pewnie byłoby to trudne, ale myślę, że trzeba próbować iść w tym kierunku. Nawet gdyby konieczne było przyznanie się, że gdzieś wkradł się jakiś błąd. Chodzi przecież o to, aby być jak najbliżej Boga, a nie jak najdalej od protestantów.

Pismo Święte katolicyzm protestantyzm bałwochwalstwo

Reklama
Udostępnij tę dyskusję na

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. dolny-slask24h.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.